b5Oprócz tradycyjnych reklam, które spotykamy na co dzień, istnieją jeszcze takie, które również są nam znane, ale w Polsce są nieco mniej popularne od klasycznych. To City Light (światło uliczne) – reklama uliczna, tablica ogłoszeniowa, podświetlana od wewnątrz. Można spotkać ją najczęściej na dworcach kolejowych, pasażach, deptakach, przystankach komunikacji, ale zazwyczaj raczej w większych miastach. Tego typu reklamy są dużo bardziej przyciągające niż te papierowe, nawet megareklamy. Stanowić mogą nawet całkiem przystępną ozdobę miasta, zatem nie bez powodu nazywa się je czasem „meblami miejskimi” – są nawet jeden z elementów krajobrazu. City Lighty są również częścią małej architektury oraz występują jako samodzielne wersje reklamy w pasażach, w metrze lub na parkingach. O ile zwykłe reklamy trafiają do wszystkich i do wszystkich są skierowane, tak głównymi odbiorcami świecących reklam, są głównie osoby, które poruszają się za pomocą środków komunikacji miejskiej i ludzie zmotoryzowani. Ale nie tylko – jednym z najważniejszych odbiorców są też ci, którzy często zasiadają przed telewizorem, dlatego też City Light uzupełnia kampanie reklamowe transmitowane w telewizji. Najczęstszym okresem ekspozycji tego typu reklamy, jest na ogół miesiąc. City Light mają wiele zalet, między innymi są alternatywą dla wspomnianych już wcześniej tradycyjnych reklam, a poza tym mogą być wieszane tam, gdzie tradycyjne reklamy nie mogą, bo nie ma na to pozwolenia. Co więcej, wyświetlanie takich reklam jest bardzo dochodowe. Dlatego też nierzadko dochody, jakie przynoszą, są dzielone z władzami miasta lub przedsiębiorstwami komunikacji publicznej, co może stanowić dla nich dodatkowe i łatwe źródło dochodu. Na pewno chętniej oglądamy City Light niż zwykły kawałek papieru, bo przyciąga wzrok, świeci, a poza tym nie przeszkadza tak bardzo i w przeciwieństwie do innych reklam, nie jest tak często dewastowana i niszczona, co wygląda mało estetycznie na ulicach miast. Więc, wbrew pozorom, są jakieś reklamy, które przyjemnie jest oglądać i otaczać się nimi.

b4Zdawać by się mogło, że w obecnych czasach nie istnieje taka rzecz, jak cenzura. Demokracja, wolność słowa, całkowita swoboda wypowiedzi.. Co za mylne wrażenie! Dziś na pierwszym miejscu stawiana jest poprawność. Poprawność polityczna, poprawność poglądowa. Mało kto odważy się powiedzieć na antenie radia lub telewizji czegoś, bo może być dla kogoś niewygodne. Dlatego też coraz mniej widzimy programów nagrywanych na żywo. A nawet jeśli w rogu telewizora pojawia się znaczek „na żywo”, nie zawsze musi być to prawda. Media każą nam trwać w zakłamaniu. Osoby, które mają na tyle odwagi i samozaparcia, by wypowiadać się zgodnie ze swoimi poglądami, a nie powszechną poprawnością, muszą liczyć się z tym, że ich wypowiedzi zostaną wycięte, usunięte, lub przycięte w ten sposób, że kontekst zdania będzie zupełnie inny niż zamierzony. Ktokolwiek, kto powie coś niezgodnego ze zdaniem przyjętym przez masę, jest szykanowany, oskarżany o obrazę poglądów, a nierzadko religii, symboli. Możesz myśleć sobie, że nie lubisz tego, i tego, że nie zgadzasz się z czymś, ale absolutnie nie możesz mówić o tym głośno, a już na pewno nie przed milionami słuchaczy i widzów. Tak zostaliśmy wytresowani i widać jest nam z tym całkiem dobrze, bo głosów sprzeciwu jest niewiele. Zbyt niewiele, by zrobić z tym cokolwiek. A przekleństwa w mediach? A gdzie tam! Nie może ich być absolutnie. Zdarzają się w programach po dwudziestej drugiej lub po północy, ale nikt nie powie ich w programie na żywo ani w porannych wywiadach. Ludzie w telewizji stają się kimś, kim nie są wcale. Oczywiście nikt nie wymaga, by włączając telewizję czy radio, słyszeć same przekleństwa zamiast wypowiedzi (przecież odbiorcami są także dzieci), ale wypadałoby pozwolić obywatelom na swobodne i szczere wypowiedzi, a nie manipulować nimi do tego stopnia, że wychodzą oni na idiotów. Najlepiej wyłączyć radio, telewizję i nie czytać gazet i ufać tylko swoim własnym obserwacjom świata- tego nie można ocenzurować. A może można? Oby takie czasy nie nadeszły.

Blogowanie – hit czy wstyd?   Wrzesień 8th, 2009

b3Pierwsze polskie blogi pojawiły się w sieci około dwunastu lat temu i od razu zyskały sympatię wielu internautów. Na początku były to felietony, czasem do tych internetowych pamiętników zabrali się także nastolatkowie, dla których wielką atrakcją było zapisywanie swoich myśli, przeżyć i doświadczeń za pomocą tej alternatywnej opcji zwykłych papierowych notesików. Przede wszystkim zaczęła pisać także męska część internautów, choć pamiętniki zawsze bardziej popularne były w gronie żeńskim. Dzisiaj blogi służą bardzo wielu celom i chociaż od ich powstania minęły już długie lata, blogów wciąż przybywa i zaskakują swoją formą. Powstały także fotoblogi, czyli blogi przeznaczone specjalnie do wstawiania zdjęć z podróży czy zwykłych zdjęć codzienności czy nawet samych siebie. Dzięki temu nasi znajomi mogą wiedzieć, co robiliśmy, gdzie byliśmy i przyjrzeć się naszym przeżyciom z bardzo bliska. Nie tylko nasi znajomi, ale także wszyscy użytkownicy internetu, pod warunkiem, że nie zastrzeżemy swojego bloga tylko dla siebie i znajomych. Niestety, nie wszyscy potrafią korzystać z blogów zgodnie z ich przeznaczeniem oraz zgodnie z zasadami netykiety, dlatego też wykorzystywanie blogów jest często nadużywane, na przykład do propagowania treści nacjonalistycznych, niewłaściwych, również pornograficznych, mimo że jest to łamanie zarówno regulaminu bloga, co i nawet zasad konstytucji naszego kraju. Pomijając takie zachowania, blog na pewno jest czymś pozytywnym, wzbogaca internet o dodatkową rozrywką, każdy ma możliwość skomentowania notatek napisanych przez znajome i nieznajome nam osoby, przez co pogłębia się nasza więź wirtualna i można zawrzeć w ten sposób ciekawe znajomości, czy też dowiedzieć się wiele interesujących rzeczy. Organizowane są nawet konkursy na najlepszego bloga roku i uczestników takich konkursów nigdy nie brakuje, co jest najlepszym dowodem na to, że ludzie lubią blogi i lubią pisać, a inni potrafią docenić ich starania. Blogujmy więc! Zawsze jest to dobry sposób na pokazanie światu siebie.

b2Jeśli nie masz czasu na odwiedzenie biblioteki, wciąż możesz czytać swoje ulubione książki! Choć nie wszyscy są przekonani do tego typu alternatywnej opcji, e-booki wciąż zyskują na popularności. Szczególnie dzięki temu, że by je czytać, nie musisz wychodzić z domu. Wystarczy dostęp do internetu. Dzięki szybkiemu postępowi technicznemu, tytułów dostępnych w formie elektronicznej ciągle przybywa. Plusów elektronicznych książek jest bardzo dużo. Jak już zostało wspomniane, ogromna wygoda wynikająca z dostępności książek właśnie tu i teraz. Nie musimy martwić się, że będą zajmowały nasze półki, książki i szafki. Oczywiście nie mowa tu tylko o książkach, ale także czasopismach oraz materiałach przydatnych na studiach, w liceum, czy nawet w pracy. A kiedy nie będą nam już potrzebne i przydatne, możemy zwyczajnie skasować nieużywane pliki, zamiast zawracać sobie głowę zbędną makulaturą. Poza tym wyszukiwanie pozycji, których potrzebujemy zajmuje dużo mniej czasu niż w tradycyjnej bibliotece i księgarni- wystarczy nam zaledwie parę sekund, by znaleźć to, czego potrzebujemy. Nierzadko też w internecie możemy znaleźć książki, które ciężko odnaleźć w bibliotekach i księgarniach, między innymi dlatego, że czasem nie są już drukowane i wydawane. Niestety, jak w przypadku każdej próby udogodnień dla użytkowników, znajdą się pewne minusy. Wielu ludzi narzeka na nieprzejrzystą formę czytania takich książek- oczy są bardziej zmęczone. Ponadto takiej książki nie zabierzemy na odpoczynek do parku czy lasu- chyba, że posiadamy laptopa, ale nie ma to w sumie tyle uroku, co zabieranie ze sobą tradycyjnej książki, która ma nawet.. ten specyficzny zapach. Ponadto jeśli chodzi o inne wady e-booków, jedną z nich jest także trudność w zabezpieczeniu praw autorskich, co pogłębia zjawisko piracenia takich rzeczy. Jednak uczciwy użytkownik ma swoje sumienie i wie, że piractwo w tej kwestii jest czymś podobnym do kradzieży książki ze sklepu. E-booki są dobra i nawet tańszą alternatywą dla „normalnych” książek.